Ale nie licz na to, że zobaczysz tu dużo zwierzyny łownej podczas przejażdżki na słoniu, jak na safari na sawannie w Afryce. Z jednej strony park jest bardzo duży i dzikie słonie poruszają się bardziej w górach na jego południowym krańcu, az drugiej strony ze względu na ukształtowanie terenu stosunkowo trudno tu dostrzec zwierzynę, chyba że ma się szczęście nosorożec.
LUGE.PL - Świat sportów ślizgowych. Skromna strona agregujące wszelakie informację na temat sportów ślizgowych w Polsce. Saneczkarstwo, Skeleton, jazda na łopacie i takie tam :)
Tradycyjne paliwo jest w Polsce coraz droższe, co po jego zatankowaniu z bólem odczuwa portfel każdego kierowcy. Jednym z najbardziej popularnych rozwiązań minimalizacji tych kosztów nawet o
1. DZIEŃ Wylot z dowolnego lotniska w Polsce – do uzgodnienia. Przylot do Bangkoku. Następnie przelot do Chiang Rai. Zakwaterowanie w hotelu, obiad w porze kolacji, nocleg. 2. DZIEŃ Śniadanie. Przejazd do portu rzecznego i popłynięcie w górę Mekongu do Pakbeg na pokładzie „slow boat”. Po drodze zwiedzanie wioski zamieszkującej przez grupę etniczną Hmong. Zakwaterowanie
2. Na pewno w końcu jeżdżąc na rowerze wykorzystujesz te same mięśnie co przy bieganiu. 3. Interwały są chyba najlepszym i najszybszym sposobem a uzyskanie zadowalającej wydolności. PS. Jeśli bieganie jest dla Ciebie nudne to rower też Cię znudzi. Chyba że jakoś urozmaicisz trening ale to tyczy się obu aktywności
Z Kruszynian, gdzie znajduje się ikona regionu - tatarski meczet, żelazny punkt na trasie turystycznej, warto pojechać na południe trasą przez Bondary, nad zalewem Siemianówka, przez Hajnówkę, Nurzec, Janów Podlaski, Kodeń, aż do Włodawy. Polecamy: tatarski meczet w Kruszynianach, zajazd tatarski Na Końcu Świata w Kruszynianach
Jeśli szukasz najciekawszych przygód w Polsce, rozważ zakup wyjątkowych prezentów, które zapewnią niezapomniane chwile. Przejazd gokartem, loty samolotem szybowcem po niebie, jazda na nartach po górach Bieszczadów – to tylko niektóre z najciekawszych przygód, jakie można przeżyć w Polsce.
Jazda na słoniu we śnie przenosi nas do egzotycznego świata podświadomości, gdzie aktywność taka może mieć różnorodne interpretacje. W wielu kulturach słoń jest uznawany za zwierzę święte, a wspięcie się na jego grzbiet może być odbierane jako wstąpienie na wyższy poziom duchowego zrozumienia lub zdobycie prestiżu i władzy.
Dla Słonia forma jest ważna. Karty, plansze, infografiki, filmy, zabawy to jest coś, dla czego warto zrobić kolejny krok. Umiejętność wizualizacji jest tutaj olbrzymim sprzymierzeńcem. Nagrody, osiągniecia – jak trudno się temu oprzeć. Na jednej z konferencji EPALE zrobiono infograficzną ścianę z naklejkami i karteczkami post-it.
Koniec jazdy na światłach w dzień przez cały rok? Mamy decyzję ministerstwa. Jazda na światłach mijania w dzień przez cały rok jest obowiązkowa. Jednak posłowie – powołując się na badania – chcieli zmiany przepisów i napisali w tej sprawie do ministra infrastruktury. Teraz resort odniósł się do ich pomysłu.
F8S8im. Na całym świecie cierpią zwierzęta, które stały się narzędziem zarobku w turystyce - Dla dobra naszych braci mniejszych powinniśmy pohamować swoje żądze kolekcjonowania wrażeń - mówi w rozmowie z Onet Podróże lekarka weterynarii Natalia Strokowska W Polsce dużo mówi się o znęcaniu się nad końmi w Palenicy Białczańskiej. Nie są to jedyne zwierzęta, które cierpią. Wiele osób zapomina np. o psach na łańcuchu Dzikie zwierzęta udomawiane są w bestialski sposób. Młode słonie porywa się matce, przywiązuje do drzewa i zostawia, dopóki się nie złamią i staną się posłuszne człowiekowi Na całym świecie dochodzi do sytuacji, w których zwierzęta trzymane są w niewoli i tresowane, aby mogły służyć, jako atrakcje turystyczne. Choć organizacje broniące praw zwierząt działają i dbają o bardziej zrównoważony rozwój turystyki, trzeba zdawać sobie sprawę, że ciężar odpowiedzialności ponoszą również turyści, którzy nie reagują lub - co gorsza - korzystają z takich "atrakcji". Razem z lekarką weterynarii Natalią Strokowską przeanalizowaliśmy sytuację zwierząt wykorzystywanych w turystyce i zwróciliśmy uwagę na nieetyczne atrakcje, z których podczas podróży warto zrezygnować. Konie pracujące nad Morskim Okiem Zacznijmy od naszego podwórka. Najgłośniejszym i najczęściej poruszanym tematem dot. ochrony praw zwierząt w Polsce są konie pracujące nad Morskim Okiem. Organizacje "prozwierzęce" nagłaśniają każdy wypadek, podczas którego koń ciągnący wóz z turystami pada na ziemię. Lekarka weterynarii podkreśla, że konie to zwierzęta pociągowe. Odgrywały ważną rolę już w starożytnych armiach. Przez wieki transportowały lub ciągnęły wszelkiego rodzaju ładunki. Szybkie i wydajne zwierzęta pomagały rolnikom, służyły na budowach, a w kopalniach transportowały surowce na dużych odległościach. Czy zatem męczą się, wożąc bryczkę z turystami? Konie w drodze do Morskiego Oka - Wszystko zależy od tego, w jakim stanie są zwierzęta. Dr inż. Władysław Pewca oraz mgr Adam Gągol sprawdzili, z jakim obciążeniem z punktu widzenia fizyki i bez szkody dla zdrowia mogą pracować konie. Podważyli sporządzoną dla TPN ekspertyzę dr. Jackowskiego i ustalili, jaki jest maksymalny ładunek, który może być ciągnięty przez zaprzęg dwukonny na trasie Palenica Białczańska - Włosienica (5,7 km) na podstawie przyjętych norm. Uwzględnili ciężar konia (czego dr Jackowski nie zrobił) oraz nachylenie, pod jakim się porusza. Zakładając, że koń waży 600 kg, może on pociągnąć nawet 1000 kilogramów. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę masę samego konia oraz ludzi. Jeśli przyjmiemy, że jeden człowiek waży 70 kg, to koń może uciągnąć 5-6 turystów - mówi lekarka weterynarii. W 2017 roku w "Przeglądzie Hodowlanym" ukazał się artykuł naukowców z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, którzy przeanalizowali kwestię dobrostanu koni w Palenicy. Na podstawie wywiadów przeprowadzonych z lekarzami weterynarii i pracownikami naukowymi uczelni rolniczych, którzy wykonywali badania koni pracujących na trasie do Morskiego Oka, materiałów zawartych na stronach internetowych, dostępnej literaturze oraz przeprowadzonej "wizji lokalnej" wydano opinię, w której zdaniem lekarzy weterynarii: sytuacja koni nie jest ani tak zła, jak przekonują organizacje "prozwierzęce", ani tak dobra, jak chcieliby przewoźnicy. Podkreśla się, że stan zwierząt poprawił się i nadal ulega poprawie, potrzeba jednak przestrzegania regulaminu oraz corocznych dokładnych badań weterynaryjnych. - Warto dodać, że w świecie weterynarii mówi się, że konie w Palenicy są zadbane, ponieważ często poddawane są kontroli weterynaryjnej. Wszystko zależy od odpowiedniej opieki właścicieli. Niestety na 30 fiakrów zawsze znajdzie się jeden, który podczas upałów nie napoi zwierząt lub nie sprawdzi stanu kopyt. Konie są zwierzętami, które dość szybko się odwadniają i bardzo szybko pocą, więc szczególnie latem są narażone na przegrzanie. Dlatego tak ważne jest, by podczas wysokich temperatur nie pozwalać im przebywać na rozgrzanej płycie np. Rynku Głównego w Krakowie. Konie powinny być również zmieniane, nie powinny pracować więcej niż cztery do sześciu godzin i jak już wcześniej wspominałam nieprzeciążone - wyjaśnia. W 2013 roku dziennikarz Kamil Sikora na portalu Na Temat pisał, o tym, że konie, które ciągną przeładowane wozy słabną i padają z przemęczenia, bądź co grosza zostają oddane do rzeźni. Choć to pierwsze się zdarza na oczach turystów, o oddawaniu koni na rzeź niemal nikt nie wie. Tatrzański oddział TOZ przeanalizował w tamtym czasie, co stało się z końmi wożącymi turystów: "3 padły z wycieńczenia na trasie, aż 44 oddano do rzeźni po zaledwie kilku miesiącach pracy". Ich słabość miała wynikać z tego, że do kupuje się za młode konie. "Fiakrzy najczęściej kupują 3-4-letnie konie, a minimalny wiek to 5 lat - dopiero wtedy taki koń jest dojrzały" - wyjaśniała w rozmowie z Sikorą Beata Czerska, prezes Tatrzańskiego TOZ. "to tak, jakby zatrudniać dzieci w fabryce. Przez to po 2-3 sezonach udział młodych koni w danym roczniku spada z 22 proc. do około 3 proc. Reszta pada lub zostaje oddana do rzeźni. Ale nie ma się co dziwić, skoro fiakrzy każdego dnia zarabiają na nowego konia. Dzisiaj dla nich to nie członek rodziny, ale narzędzie" - mówiła. 22 sierpnia ubiegłego roku koń przewrócił się na drodze do Morskiego Oka. Na stronie TPN kilka dni później tłumaczono, że: "Koń jest zdrowy. Potknięcie i upadek były zdarzeniem losowym, niewynikającym z jego kondycji zdrowotnej". TPN poinformował również, że fiakrzy muszą przestrzegać regulaminu, w przeciwnym wypadku mogą zostać ukarani upomnieniem, karą finansową sięgającą nawet kilka tysięcy złotych, a nawet dożywotnią utratą licencji (w przypadku np. przeładowywania wozów). W przeszłości kilkukrotnie odebrano już taką licencję za przewożenie większej liczby osób, niż zezwalał na to regulamin. ZOBACZ RÓWNIEŻ: "Role się odwróciły". Wwieziono konia nad Morskie Oko Swoją drogą, ośmiokilometrową trasę do Morskiego Oka można pokonać pieszo w ciągu zaledwie dwóch godzin. Podróż konnym zaprzęgiem to wstyd, zwłaszcza że na trasie możemy spotkać takich turystów, jak jeżdżący na wózku inwalidzkim 5-letni Arek, który sam dotarł do celu. Osiołki na Santorini W zeszłym roku na Santorini wprowadzono ograniczenia masy przewożonej przez osiołki. Rozpoczęto również specjalną kampanię o nazwie “In Their Hooves”, która ma na celu uświadamianie przybywającym na wyspie turystom, że osły, które transportują ludzi i bagaże są bardzo często przemęczone, pracują w upale oraz cierpią z powodu urazów kręgosłupa i otwartych ran. - Osiołek uznawany jest za zwierzę, które jest obiektem największej przemocy wśród zwierząt. Waży zwykle od 200 do 250 kg (koń może ważyć nawet 800 kg). Jest dość słabym zwierzęciem pociągowym, może unieść 20 proc. masy, czyli jeśli waży 250 kg, będzie to tylko 50 kg - wyjaśnia Strokowska. Jak informowała PETA, osły na Santorini są zmuszone do przenoszenia ciężkich ludzi (również z nadwagą) i przedmiotów po pięciuset schodach kilka razy dziennie. Co więcej, odmawia się im wody i cienia. A jak wspomina nasza rozmówczyni, osły cierpią nie tylko na Santorini, ale i w północnej Afryce, na Półwyspie Arabskim czy w Indiach. Foto: Marco Bicci / Shutterstock Turyści na osiołkach, Santorini Kozy na drzewie Głośnym echem odbiła się sprawa przetrzymywania kóz na drzewie pod Marrakeszem. Śledztwo, które miał przeprowadzić znany brytyjski fotograf dzikiej przyrody Aaron Gekoski, dowodzi, że ta "turystyczna atrakcja" jest oszustwem, a zwierzęta cierpią. Podobno kozy są siłą wpychane na gałęzie, na których muszą balansować i całym dniami pozować do zdjęć. - Kozy świetnie sobie radzą we wchodzeniu na drzewa, ponieważ są udomowionymi kozicami. Istnieje gatunek kozicy himalajskiej - nahur górski, który świetnie porusza się po pionowej skalnej ścianie. Dodatkowo koza ze wszystkich zwierząt gospodarskich jest jedynym, które jest w stanie jeść na stojąco. Potrafi na wyprostowanych nogach żuć i połykać. Trzeba podkreślić, że wspinają się one po drzewach, ale w przypadku, gdy ktoś je zmusza, żeby na to drzewo wyszły, to mówimy o znęcaniu. Nie wiemy, jak to wygląda w Maroku, nie wiadomo, czy kiedy ten fotograf tam był, widział, jak miejscowi wypychają je na gałęzie. Jeśli tak, turyści nie powinni na to pozwalać - tłumaczy lekarka. Foto: Shutterstock Kozy na drzewie, Maroko Małpki na łańcuchach - Swoją drogą w Polsce jest jeszcze wiele wsi, w których właściciele trzymają psy na łańcuchach - nadmienia lekarka weterynarii. - Wracając do tematu małp, np. na Gibraltarze żyją makaki berberyjskie, które są typowym gatunkiem dla Północnej Afryki. To, w jaki sposób znalazły się w Europie, jest niejasne, ale na pewno było to przed kolonizacją Maurów. Być może to oni je tam przywieźli i udomowili. Mimo że nie żyją one tam na łańcuchach, to jest ich środowisko naturalne - opowiada i dodaje, że dzikie zwierzęta takie, jak małpy i węże były w brutalny sposób porywane od matek i udomawiane. W przypadku Gibraltaru nie jest to już praktykowane, ale takie sytuacje miały i mają miejsce na całym świecie. Foto: Shutterstock Marrakesz, Maroko POLECAMY: Trzeba uważać na "pamiątki" z wakacji, by nie wspierać kłusowników Zaklinacze węży Na całym świecie obowiązuje zakaz posiadania jadowitych węży, przede wszystkim dlatego, że ich ukąszenie może być śmiertelne. Na ulicach wielu afrykańskich miast możemy zobaczyć “zaklinaczy węży”, którzy zwykle siedzą na dywanach i grają na fujarkach. Wydaje się, że jadowite kobry tańczą w rytm melodii. Jak się okazuje, węże są głuche, ale bardzo dobrze czują wibracje i reagują na nie. - Węże nie słyszą melodii, tylko reagują na wibracje. W zasadzie każdy z nas może zostać zaklinaczem węży - śmieje się Strokowska i podkreśla, że nigdy nie powinniśmy dostać kobry, ani też sami brać jej na ręce, jej ukąszenie może być bowiem śmiertelne. Foto: Thomas Wyness / Shutterstock Zaklinacz węży, Marrakesz Jazda na wielbłądzie Na Saharze turyści często korzystają z przejażdżki na wielbłądzie. Nie zważając na wysokie temperatury Berberzy, prowadzą karawany ospałych zwierząt z turystami siedzącymi na garbach. Co ciekawe, podczas takiej wędrówki wielbłądy zwykle nie zatrzymują się na przerwę i nie piją wody. Dlaczego? - Wielbłądy są przystosowane do prowadzenia takiego trybu życia. W związku z tym, że gromadzą bardzo dużą ilość wody w tkance tłuszczowej umiejscowionej w garbie, mogą nie pić spokojnie przez dwa tygodnie. Co więcej, istnieją opracowania, że nawet do dziesięciu miesięcy. Kiedy się jednak dorwą do wody, są w stanie wypić nawet ¼ swojej masy! Niesamowite - mówi lekarka i dodaje, że to bardzo silne zwierzęta, mogą przenieść nawet do 500 kg. Foto: Emanuele Nocerino / Shutterstock Karawana wielbłądów na pustyni Wielbłądy poruszają się zwykle w karawanach ciągniętych przez Berberów, ponieważ są, jak mówi lekarka weterynarii dość krnąbrnymi i upartymi zwierzętami. - Jeśli nie mają celu, to nie widzą powodu, żeby miały poruszać się same. Niektóre wielbłądy mają założone w nosie specjalne kółko, które pozwala lepiej je "kontrolować". Niestety często rana po przekłuciu ropieje - wyjaśnia. Podsumowując, w przejażdżkach na wielbłądach nie ma nic złego, warto sprawdzić, czy zwierzę nie ma ran. Ciekawym jest fakt, że w niektórych krajach wielbłądy mają bardzo duże znaczenie kulturowe. Np. w Dubaju odbywają się wyścigi, w których te zwierzęta rozpędzają się do 70 km/h. W ZEA i Arabii Saudyjskiej organizuje się również... wielbłądzie pokazy piękności. CZYTAJ WIĘCEJ: Walka z botoksem na konkursie piękności wielbłądów w Arabii Saudyjskiej Zdjęcie z lamą w Peru Zdjęcie z ubraną w lokalne, kolorowe szaty lamą to jedna z najpopularniejszych pamiątek z Peru. Z takiej atrakcji można zwykle skorzystać w samym mieście. Wydaje się, że ich naturalnym środowiskiem nie jest miasto, a górskie pastwiska. - Wiele osób może być zaskoczonych faktem, że lama to kuzynka wielbłąda, która występuje w Ameryce Południowej. Rodzina wielbłądowatych obejmuje współcześnie kolejne gatunki: wielbłądy, guanako, lamy (udomowione guanako), wikunie oraz alpaki (udomowione wikunie). W przeciwieństwie do wikuni lama i alpaka są zwierzętami udomowionymi, dlatego ubieranie ich w kolorowe stroje nie sprawia bólu. Pytanie, jak długo pozują do tych zdjęć i czy są pod dobrą opieką - podkreśla Strokowska. Foto: Shutterstock Lama, Peru Jazda na słoniu Niezwykle popularną atrakcją w Azji są przejażdżki na słoniach. Organizowane są w Indiach, Tajlandii i na Sri Lance. Wielu turystów nie zdaje sobie sprawy, jaki ból wyrządzany jest tym wielkim ssakom. Jak wyjaśnia, słoniami bardzo często zajmują się ludzie, którzy nie mają pojęcia, w jaki sposób powinni się nimi opiekować. Co gorsza, nie dbają o higienę i nie są świadomi dróg, w jakich roznoszone są choroby zakaźne. - Wszelkiej jeździe na słoniach trzeba powiedzieć zdecydowane nie - podkreśla. Foto: Shutterstock Turyści na słoniu CZYTAJ WIĘCEJ: Słoń, czyli największe współcześnie żyjące zwierzę lądowe Selfie z tygrysem Kolejną smutną historią są wydarzenia w tajlandzkiej Świątyni Tygrysów. Położony w zachodniej części prowincji Kanchanaburi klasztor Wat Pa Luangta Bua Yannasampanno w ciągu kilku lat stał się popularną atrakcją. Turyści oprócz robienia sobie zdjęć z tygrysami mogli także je karmić, myć oraz wyprowadzać na smyczy. W 2016 roku okazało się, że dzikie zwierzęta były nieodpowiednio karmione, trzymane w zbyt ciasnych klatkach, a nawet zabijane i sprzedawane do Wietnamu i Chin, gdzie mięso tygrysie cieszy się ogromną popularnością. Lekarka tłumaczy, że nie tylko turyści nabierają się na tego typu atrakcje. - Wielu weterynarzy czy wolontariuszy zajmujących się opieką nad zwierzętami, skorzystało z takich możliwości, a nawet zrobiło sobie z nimi zdjęcie... Trzeba sprawdzać podejrzane miejsca i być świadomym takich zjawisk. Warto wczytać się w plan organizowanych wycieczek i rezygnować z tego typu "atrakcji" - mówi. Foto: Prasit Wiwatchaiwong / Shutterstock Pattaya City, Tajlandia Dlaczego ludzie porywają zwierzęta i je udomawiają? - Ludzie robią to zwykle dla pieniędzy. Pozbawiając zwierzę swoich praw, sprawiają, że staje się przedmiotem, narzędziem łatwego zarobku. Nie różni się to wiele od tego, że zabijamy zwierzęta dla mięsa. Wyobraźmy sobie chłopaka bez wykształcenia i większych perspektyw. Wystarczy, że "udomowi" sobie małpę i może w łatwy sposób na niej zarobić. Tymczasem dla turystów to atrakcja - przyjeżdżają i podziwiają egzotyczne zwierzęta, robią sobie z nimi zdjęcia i je obejmują. Takich przypadków na świecie nie brakuje. Nie można zapominać o delfinach w prywatnych aquaparkach czy flamingach na Arubie, którym podcina się skrzydła, żeby nie mogły odlecieć - zaznacza lekarka weterynarii. Jak reagować, czyli odpowiedzialność turysty - Zwykły turysta powinien przede wszystkim pohamować swoją żądzę kolekcjonowania wrażeń. Ponadto możemy wspierać finansowo miejscowe organizacje zajmujące się ochroną zwierząt i brać udział we wszystkich akcjach uświadamiających. Jeśli widzimy coś podejrzanego, powinniśmy to zgłaszać. Swoją drogą, mam nadzieję, że ludzie tacy, jak Olga Tokarczuk, która w swoich wypowiedziach kieruje dużo uwagi prawom zwierząt, sprawią, że nie zapomnimy o tych naszych braciach mniejszych – podsumowuje Natalia Strokowska. *** Foto: arch. rozmówczyni Lekarka weterynarii Natalia Strokowska Natalia Strokowska - Lekarka weterynarii. Specjalista chorób zwierząt nieudomowionych. Doktorantka na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej SGGW w Warszawie. Właścicielka firmy edukacyjnej Vetnolimits. Prowadzi bloga edukacyjnego oraz konta na Instagramie Vetnolimits oraz Zwierzsie, gdzie dzieli się swoją pracą i sprawdzonymi informacjami na temat zwierząt.
iStockNosorożec Jeździ Na Słoniu Koncepcja Przyjaźni I Współpracowników - zdjęcia stockowe i więcej obrazów AbstrakcjaPobierz to zdjęcie Nosorożec Jeździ Na Słoniu Koncepcja Przyjaźni I Współpracowników teraz. Szukaj więcej w bibliotece wolnych od tantiem zdjęć stockowych iStock, obejmującej zdjęcia Abstrakcja, które można łatwo i szybko #:gm1408083408$9,99iStockIn stockNosorożec jeździ na słoniu. Koncepcja przyjaźni i współpracowników – Zdjęcia stockoweNosorożec jeździ na słoniu. Koncepcja przyjaźni i współpracowników - Zbiór zdjęć royalty-free (Abstrakcja)OpisRhino rides an elephant. Friendship and co workers concept. This is a 3d render illustrationObrazy wysokiej jakości do wszelkich Twoich projektów$ z miesięcznym abonamentem10 obrazów miesięcznieNajwiększy rozmiar:3300 x 2062 piks. (27,94 x 17,46 cm) - 300 dpi - kolory RGBID zdjęcia:1408083408Data umieszczenia:13 lipca 2022Słowa kluczoweAbstrakcja Obrazy,Aspiracje Obrazy,Biologia - Nauka Obrazy,Budowanie zespołu Obrazy,Dzikie zwierzęta Obrazy,Horyzontalny Obrazy,Ilustracja Obrazy,Innowacja Obrazy,Kooperacja Obrazy,Korporacja Obrazy,Motywacja Obrazy,Natchnienie Obrazy,Natura Obrazy,Niepewność Obrazy,Nosorożec Obrazy,Obowiązek Obrazy,Obraz stworzony cyfrowo Obrazy,Obraz w kolorze Obrazy,Pokaż wszystkieCzęsto zadawane pytania (FAQ)Czym jest licencja typu royalty-free?Licencje typu royalty-free pozwalają na jednokrotną opłatę za bieżące wykorzystywanie zdjęć i klipów wideo chronionych prawem autorskim w projektach osobistych i komercyjnych bez konieczności ponoszenia dodatkowych opłat za każdym razem, gdy korzystasz z tych treści. Jest to korzystne dla obu stron – dlatego też wszystko w serwisie iStock jest objęte licencją typu licencje typu royalty-free są dostępne w serwisie iStock?Licencje royalty-free to najlepsza opcja dla osób, które potrzebują zbioru obrazów do użytku komercyjnego, dlatego każdy plik na iStock jest objęty wyłącznie tym typem licencji, niezależnie od tego, czy jest to zdjęcie, ilustracja czy można korzystać z obrazów i klipów wideo typu royalty-free?Użytkownicy mogą modyfikować, zmieniać rozmiary i dopasowywać do swoich potrzeb wszystkie inne aspekty zasobów dostępnych na iStock, by wykorzystać je przy swoich projektach, niezależnie od tego, czy tworzą reklamy na media społecznościowe, billboardy, prezentacje PowerPoint czy filmy fabularne. Z wyjątkiem zdjęć objętych licencją „Editorial use only” (tylko do użytku redakcji), które mogą być wykorzystywane wyłącznie w projektach redakcyjnych i nie mogą być modyfikowane, możliwości są się więcej na temat obrazów beztantiemowych lub zobacz najczęściej zadawane pytania związane ze zbiorami zdjęć.
Nazywam się Marcin Bartnik jestem twórcą strony a prywatnie dziennikarzem radiowym z Warszawy. Pracuję w zawodzie 20 lat. Jako bloger, dziennikarz oraz socjolog w jednym, łącze newsowe kropki, by pokazywać szerszy kontekst. to internetowy magazyn, który tworzą blogerzy i redaktorzy tej strony. Serdecznie zapraszam do współpracy wszystkich, którym zależy. Tu odsyłam do zakładki „Dołącz do nas”. Stworzyłem tę stronę, bo zarówno w Polsce, jak i na świecie brakuje niezależnych mediów! Dzieje się tak dlatego, że stały się one działami wielkich korporacji, w których rządzą księgowi oraz budżety reklamowe. Często stanowią tylko „tarczę” zabezpieczającą interesy właścicieli. jest moją odpowiedzią na zmieniający się świat. Przyjemnej lektury